„Nudzę się w przedszkolu”, czyli co dziecko tak naprawdę chce nam powiedzieć?

„Nudzę się w przedszkolu”, czyli co dziecko tak naprawdę chce nam powiedzieć?

Jako rodzice i nauczyciele cieszymy się widząc dzieci zaangażowane, wynoszące stos wykonanych prac, opowiadające w domu, co się działo w przedszkolu, czego się dowiedziało. Czujemy się wtedy spokojni i chętnie dzielimy się tym doświadczeniem z innymi rodzicami. Nasze dziecko jest we właściwym miejscu. Podjęliśmy dobrą decyzję.

Czasami zamiast entuzjazmu i ożywienia, nasze dziecko, mimo, że nie jest już w okresie adaptacji, a często wręcz jest to kolejny rok uczęszczania, prezentuje postawę bierną, apatyczną lub wręcz obronną, najchętniej omijałoby przedszkole z daleka. Na pytania odpowiada zdawkowo, nie przynosi prac, nie opowiada historii z przedszkolnego życia. Gdy zaniepokojeni dopytujemy, co się dzieje, często odpowiedź brzmi:

„Nie lubię chodzić do przedszkola. Nudzę się.”

Do tego czasem dochodzi:

„Nie mam się z kim bawić”.

Poranki są znowu trudne, musimy wspinać się na wyżyny cierpliwości i stracić dużo energii, aby doprowadzić dziecko do przedszkolnych drzwi. Czasem prawie odrywać od naszych kolan, obiecywać jak najszybsze odebranie i pozostać w poczuciu, że coś jest nie tak. A przecież widzimy, że nie dzieje się dziecku krzywda, nauczyciele są godni zaufania, często znamy ich już dłuższy czas, a przez szybę podziwiamy mnóstwo wspaniałych pomocy na półkach i pracujące z nimi inne dzieci. O co więc chodzi? Czemu nasze dziecko tak często mówi nam: „Nudzę się”?

Tak naprawdę, dzieci do „woreczka” z hasłem „nuda” wrzucają bardzo wiele swoich odczuć, których nie potrafią nazwać czy właściwie zdiagnozować. „Nudzę się” oznacza jakiś dyskomfort, z którym dziecko nie wie, jak sobie poradzić i zwykle nie jest w stanie określić, czego dokładnie on dotyczy.

Pomoce Montessori a nuda

W przedszkolu Montessori

W grupach Montessori dzieci samodzielnie dokonują wyboru pracy, czasu, miejsca oraz towarzystwa. Rozwijają dywanik, wykonują szereg czynności pracując z danym materiałem. Czasem korzystają z pomocy nauczyciela, pracują w parach czy małych grupkach albo wybierają całkiem samodzielne działanie. Kiedy chcą pospacerować po sali, skorzystać z toalety, wyjrzeć przez okno, czy zjeść śniadanie, mogą odłożyć pomoc na miejsce lub zostawić swoją wizytówkę, aby było wiadomo, że chcą do niej wrócić. Nie jest tak, że cały czas jest wypełniony wyłącznie pracą z pomocami lub że ktoś cały czas podpowiada czy wydaje polecenia, z czym i jak dziecko ma pracować.

Zwykle dzieci czują się z tą swobodą bardzo dobrze. Trzylatki, które już przestaną odczuwać lęk przed przedszkolem i poradzą sobie z rozłąką z rodzicami, będą pracowały bardzo dużo, odkładając jedną pomoc i biorąc kolejną. Czterolatki będą domagać się prezentacji nowego materiału, a pięciolatki będą wieść przy okazji rozmaitych projektów i wyzwań przedszkolne życie towarzyskie pracując w grupkach
i dyskutując na poważne tematy.

Zdarzają się jednak trudniejsze momenty w życiu każdego z dzieci, a także w życiu grupy. Do tego dochodzą indywidualne różnice między dziećmi. I każde z nich inaczej przeżywa rozwój społeczny i ma inną wrażliwość na sytuacje, jakie zdarzają się w kontaktach z kolegami i koleżankami.  Dzieci w różny sposób komunikują to, co dla nich trudne, mają inną umiejętność nazywania uczuć i radzenia sobie z emocjami. To wszystko sprawia, że od czasu do czasu w życiu jakiegoś dziecka może pojawić się okres: „Nudzę się i nie chcę tu być”.

Co tak naprawdę dziecko ma na myśli?

Czy to, że już wszystkiego, co dostępne na półeczkach się nauczyło i nie ma z czym iść dalej? Że nikt nie prezentuje mu materiału lub poziom nie jest do niego dostosowany? A może nie ma w grupie żadnego „fajnego” dziecka, z którym można porozmawiać czy się pobawić?

Często tak właśnie to interpretujemy, idąc za naszym rozumieniem nudnych sytuacji. Dla nas, dorosłych, nuda to w skrócie brak dostępu do tego, co ciekawe, rozwojowe. Dlatego martwimy się słysząc, że nasze dziecko się nudzi. Czyli, być może, się nie rozwija?

Trochę tak i trochę nie.

„Nudzę się” to dla dziecka często najłatwiejsze wyrażenie tego, że nie czuje się do końca dobrze, ale jednocześnie nie jest bardzo źle, nikt go nie krzywdzi i w zasadzie trochę nie wiadomo, o co chodzi, ale chciałoby czuć się inaczej, niż się czuje.

Słowniczek, czyli co może oznaczać komunikat “nudzę się”

Tęsknię za kolegą…

Tęsknię za kolegą, który długo choruje lub, co gorsza, odszedł do szkoły lub zerówki. Jest tu dużo innych dzieci, ale na razie jestem zamknięty na relacje z nimi, bo najbardziej chciałbym się bawić z nim. Czuję się osamotniony i bez niego nie bardzo mi się chce cokolwiek robić. Układ słoneczny bez mojego kolegi nie jest tak ciekawy. Nie wiem, jak to nazwać. Po prostu…nudzę się!

Jakoś nie wiem, za co się zabrać…

Tyle tutaj pomocy, niektóre nawet znam i lubiłem, ale jakoś nie wiem, za co się zabrać. Nie wiem, dlaczego. Niedawno chciało mi się pracować ze wszystkim, ale teraz nie wiem, co bym chciał. Nie musiałem do tej pory prosić nauczycieli o podpowiedź, radziłem sobie sam, więc nie mam takiego przyzwyczajenia, żeby od razu zwracać się po wsparcie. Może popatrzę na innych pracujących, zjem śniadanie, pochodzę. Ale ponieważ nic nie wziąłem z półeczki, to nic mnie nie wciągnęło i nie wzbudziło tego entuzjazmu, który chciałbym czuć. Zatem – nudzę się!

Tata wyjechał, mama jest dość zabiegana…

Jest mi smutno. Tata wyjechał, mama jest dość zabiegana, nerwowa, mamy ostatnio ciągle trudne poranki. Czuję się trochę senny, bo przyszła jesień i jest inaczej, niż latem. Nie ma już wakacji z rodzicami, jest smutniej na świecie. Nie dzieje się nic strasznego, żeby płakać i rozpaczać, po prostu czuję się trochę apatycznie i nieswojo z tą sytuacją. Po takim poranku tym bardziej się smucę, więc nie mam energii, żeby się zabrać za pracę ani żartować z kolegami.  Może sobie posiedzę na pufie, pospaceruję, popatrzę. Dobrze, że nikt mnie do niczego nie zmusza, ale, tak naprawdę, takie chodzenie nie daje mi radości ani pasji, którą się czuje, gdy się zrobi coś fajnego. Więc, zasadniczo, nudzę się.

Nie lubię czuć trudności…

Boję się pracować z nowymi pomocami, bo może się okazać, że to będzie trudne. Nie lubię czuć trudności, często się porównuję z bratem, który zawsze wszystko potrafi. A co będzie, gdy kolega, na którym mi zależy, też będzie lepiej umiał? Lepiej pozostać przy tym, co znane, robić to, co już potrafię. Przecież zajmuję czas, jest całkiem miło, nie ma obawy, że coś nie wyjdzie, albo że sam odczuję trudność. Ale w sumie taka praca ciągle z łatwym, znanym materiałem, choć bezpieczna, nie daje aż tyle frajdy… Nudzę się.

Mam tak dużo energii…

Mam tak dużo energii, że nie jestem w stanie skupić się na żadnej pomocy, mimo, że jest ich dużo, nauczyciele mi proponują pomoc, zachęcają. Ale ja nie mogę usiedzieć, czuję się, jakbym był w chaosie. Nie wiem, dlaczego ciągle coś mnie rozprasza, najchętniej bym poszedł pobiegać. W sali nie bardzo jest taka możliwość, bo to przeszkadza innym, praca z pomocą odpada, bo musiałbym siedzieć dłuższą chwilę. A ja odbieram tyle bodźców, że muszę być w ruchu. Odmawiam więc pracy z czymkolwiek, bo to wyklucza się z bieganiem, podskakiwaniem, zaczepianiem innych. Na dłuższą metę nie jest mi dobrze z tym, że niczego ciekawego nie poznaję, więc po prostu się nudzę.

Zniknęli ci, którzy spędzali czas tak, jak ja…

Kiedyś mogłem chodzić po sali i zawsze znalazł się ktoś, kto też, tak jak ja, wolał spacerować, rozmawiać i obserwować pracę innych, niż samemu manipulować materiałem. Byliśmy w miarę cicho, żeby nie przeszkadzać innym, chodziliśmy sobie tu i ówdzie, czasem braliśmy się za proste pomoce, żeby dalej móc spędzać razem czas i było fajnie. Teraz ci koledzy pracują! Gdy ich zaczepiam mówią, że teraz pracują i nie mogę z nimi się bawić. Zniknęli ci, którzy spędzali czas tak, jak ja. Czuję się nieswojo, odstaję od tych pracujących. Nie mam kompanów do mojego ulubionego „szwendania się”. Pewnie któregoś dnia i ja spróbuję, bo może całkiem dobrze jest samemu też zaznać pracy z pomocami i coś zrobić, ale póki co, nie czuję się tak, jak kiedyś i naprawdę bardzo się nudzę.

Kolega mi bardzo imponuje…

Jest taki ciekawy kolega, który mi bardzo imponuje. Chciałbym, żeby uważał mnie za swojego przyjaciela, żeby się tylko ze mną bawił. Ale on wybiera inne towarzystwo, którego ja się obawiam, nie znam.  Wolałbym być tylko ja i ten kolega. Nie wiem, co zrobić.  Czuję się ciągle napięty, ale nie umiem tego nazwać.  Nie wiem, jak zacząć zabawę czy rozmowę, boję się, czy on mnie będzie lubił, czy nie będzie się śmiał, czy te inne dzieci nie wejdą mi w drogę. Ten temat bardzo mnie zajmuje, ale nie umiem nikomu tego opowiedzieć.

Ponieważ ciągle o tym myślę, nie mam głowy do pracy z pomocami ani nawiązywania innych relacji. Jakieś młodsze dziecko chciałoby ze mną coś robić, ale przecież to nie jest ten kolega, na którym mi zależy. Ani więc nie pracuję ostatnio i nie tworzę prac, ani nie czuję się spełniony towarzysko.  Jestem trochę w zawieszeniu i nie mam pomysłu, co z tym zrobić.  Nudzę się.

Przychodzę późno do przedszkola…

Kolejny raz przychodzę późno do przedszkola. Kiedy wchodzę, dzieci pracują, zajmują się różnymi rzeczami. Nauczyciele są też zajęci, nawet nie ma czasu, żeby się przytulić dłużej do mojej ulubionej pani. Pomoc, z którą chciałbym pracować, jest zajęta. Ja najchętniej bawiłbym się teraz, to przecież prawie środek dnia. A oni pracują. Czuję się, jakbym tutaj spadł nagle z kosmosu, nie wiem, co mam robić i z kim. Chodzę sobie, pytam, czy może niedługo kończy się ta praca własna, choć dopiero przyszedłem. Ale lepiej, jakbyśmy już poszli się bawić w ogrodzie. Bo jak jest tak, jak teraz, czuję się dziwnie. Nudzę się.

Często chodzę też na zajęcia popołudniowe…

W domu mama często ze mną pracuje. Przynosi ciekawe pomoce, karty pracy, zadania. Jest to bardzo fajne, choć wymaga skupienia uwagi. Lubię spędzać czas z mamą. Często chodzę też na zajęcia popołudniowe, gdzie też jest super, ale też muszę się pilnować, dostosować do zasad. W zasadzie jest to męczące. Ale za to bardzo ciekawe, bo czas jest stale zajęty, nie trzeba się zastanawiać, co i jak zrobić. Po takich zajęciach wieczorem jestem naprawdę zmęczony.

Chodzę też do przedszkola. Tam nikt nie mówi mi, co dokładnie mam robić, jest luźna atmosfera. Wreszcie mógłbym się wybawić, jak należy- tak ze skakaniem, pokrzykiwaniem, bieganiem. Przydałby się do tego kolega. Nawet udaje się czasem kogoś wyciągnąć od pracy i zacząć fajną zabawę, ale niestety ciągle słyszę od dzieci i nauczycieli, że teraz jest czas na pracę, że bieganie będzie na dworze. A to dopiero za 2 godziny! A ja pracy i zorganizowanych zajęć mam wbród w innych miejscach. Potrzebuję do szczęścia tylko zabawy. A, że są ograniczenia w tym zakresie, ani nie pracuję, ani się dobrze nie bawię. Nudzę się.

“Nudzę się” – o co naprawdę chodzi?

Takich przykładów, kiedy dziecko nie czuje się z czymś komfortowo, a nie umiejąc tego wyrazić, zgłasza „nudę”, jest wiele. Często są to okresy przejściowe i dziecko samodzielnie sobie poradzi z trudnością, która go zajmuje i sprawia, że nie ma w sobie przestrzeni na zaangażowanie się w aktywności przedszkolne. Czasem potrzebuje wsparcia ze strony dorosłych: obserwacji, szukania zależności i prawdziwej przyczyny tego komunikatu. Musimy sprawdzić, czy dziecko jest wypoczęte, czy śpi w odpowiednich porach, czy zjada posiłki, czy nie jest przebodźcowane, czy zbyt zmęczone. Czy czas z najbliższymi jest miejscem na pełną swobodę, odreagowanie emocji, pozwolenie sobie na bycie sobą i regenerację? Być może stwarzając takiemu „znudzonemu” przedszkolakowi w pełni bezpieczną przestrzeń w domu i czas na „po prostu bycie”, będzie ono w stanie nazwać swój kłopot i tym samym da nam drogowskaz do tego, co się dzieje i jak możemy pomóc.

nudzę się w przedszkolu

Z kolei w przedszkolu nauczyciele mogą przyjrzeć się relacjom, jakie nawiązuje dziecko. To one są często źródłem dziecięcego smutku, spadku aktywności i tym samym doprowadzają do owego

„nudzę się”

oraz

„nie mam się z kim bawić”.

Gdy te zdania występują równorzędnie, prawie na pewno chodzi o jakąś trudność dziecka w relacjach społecznych. Najczęściej jest to związane z osiąganiem nowego etapu rozwoju, zmianą w układzie grupy, nabieraniem gotowości do nowej roli. Obserwacja dziecka daje dorosłym możliwość wsparcia i wspólnych poszukiwań narzędzi do poradzenia sobie z sytuacją.

To, czego na pewno nie powinnyśmy robić jako rodzice lub opiekunowie, to przekonywanie dziecka, że w przedszkolu jest świetnie lub wymuszanie pracy z pomocami. (Np. przepytując dziecko z czym pracowało, komentując brak prac w szufladkach, porównując z innymi dziećmi, czy skłanianie do obietnic ze strony dziecka w tym zakresie). Dziecko nie powinno czuć presji „bycia zadowolonym i zaangażowanym”. Oczekiwania, których dziecko może nie spełnić, będzie rodzić frustrację, napięcie, niższe poczucie własnej wartości.

Pozwólmy dziecku na „nielubienie przedszkola”, znudzenie, niezadowolenie, wsłuchujmy się w to, co dziecko opowiada i po prostu bądźmy z nim w tych odczuciach.

Pamiętajmy, że dziecięce „nudzę się” zazwyczaj nie ma nic wspólnego z brakiem doznań czy zbyt ubogim otoczeniem, tylko raczej z trudnością w rozeznaniu,

„o co mi chodzi?”

A tego uczymy się przecież całe życie.

Nudzę się - co to znaczy?

 

 


 

OBSERWUJ NASZ INSTAGRAM

Znajdziesz tu mnóstwo pomysłów na aktywności i pomoce Montessori,
które można wykonać samodzielnie w domu lub w przedszkolu:

 


Przeczytaj również:

>> Grupa mieszana wiekowo w przedszkolu Montessori – poznaj zalety tego rozwiązania

>> Ostre nożyczki, noże i igły w rękach dzieci

Add Comment